Czy picie alkoholu w samotności po śmierci męża powinno niepokoić?
Od śmierci męża coraz częściej sięgam po alkohol, szczególnie wieczorami, kiedy zostaję sama. Początkowo miało to tylko pomóc mi zasnąć, uspokoić myśli i choć na chwilę zmniejszyć poczucie pustki po stracie. Z czasem jednak zauważyłam, że takich wieczorów jest coraz więcej, a alkohol stał się jednym z głównych sposobów radzenia sobie ze smutkiem i samotnością. Nie piję zawsze dużych ilości i normalnie funkcjonuję w ciągu dnia, dla tego zastanawiam się, czy rzeczywiście jest się czym martwić. Czy samo picie w samotności po śmierci bliskiej osoby może być sygnałem rozwijającego się problemu z alkoholem i kiedy warto już poszukać pomocy?
Problem polega na tym, że alkohol bardzo łatwo zaczyna pełnić właśnie taką rolę. Na początku jest kieliszek „żeby zasnąć”, później „żeby się uspokoić”, potem coraz trudniej wyobrazić sobie wieczór bez niego. I często człowiek nawet nie zauważa momentu, w którym z okazjonalnego picia robi się sposób na radzenie sobie z emocjami.
Najbardziej zwróciłbym uwagę nie na to, ile Pani wypija, ale na to, **po co Pani pije**. Jeżeli alkohol jest potrzebny po to, żeby nie czuć samotności, zagłuszyć smutek, przestać myśleć albo łatwiej zasnąć, to jest już ważny sygnał ostrzegawczy. Tym bardziej że sama Pani zauważa, że takich wieczorów jest coraz więcej.
Osoby, które z czasem wpadły w uzależnienie, bardzo często mówią podobnie: „Przecież ja nie piłem dużo. Normalnie pracowałem, robiłem zakupy, zajmowałem się domem”. I to wszystko może być prawdą. Uzależnienie nie zawsze zaczyna się od ciągów alkoholowych i utraty kontroli nad całym życiem. Czasami zaczyna się bardzo cicho — od jednego sposobu na samotny wieczór.
Warto też pamiętać, że alkohol nie rozwiązuje bólu po stracie. On go tylko na kilka godzin przykrywa. Następnego dnia ten sam smutek nadal jest, a z czasem może dochodzić do niego jeszcze niepokój związany z piciem. Alkohol potrafi też pogarszać jakość snu, więc paradoksalnie coś, co miało pomagać zasnąć, po pewnym czasie może jeszcze bardziej rozregulować organizm.
Nie znaczy to, że już jest Pani osobą uzależnioną. Tego nie da się stwierdzić na podstawie kilku zdań. Ale jest to moment, w którym naprawdę warto się zatrzymać i przyjrzeć temu, zanim alkohol zacznie zajmować jeszcze więcej miejsca.
Można spróbować przez jakiś czas całkowicie z niego zrezygnować i zobaczyć, co się dzieje. Czy wieczorem pojawia się silna potrzeba wypicia? Czy trudno zasnąć bez alkoholu? Czy zaczyna Pani szukać powodów, żeby jednak po niego sięgnąć? Takie obserwacje potrafią bardzo dużo powiedzieć.
I przede wszystkim — w tej sytuacji nie chodzi wyłącznie o alkohol. Za nim stoi ogromna strata. Dlatego rozmowa z psychologiem, terapeutą pracującym z żałobą albo terapeutą uzależnień może naprawdę pomóc. Nie trzeba czekać, aż będzie bardzo źle. Pomoc jest również dla osób, które po prostu widzą, że zaczynają iść w kierunku, który je niepokoi.
Najważniejsze, że Pani sama już zauważyła zmianę i zadała sobie pytanie, czy coś jest nie tak. To bardzo ważny moment. Lepiej przyjrzeć się temu teraz, kiedy alkohol jest jeszcze jednym ze sposobów radzenia sobie z bólem, niż czekać, aż stanie się sposobem jedynym.