PTSD, czyli zespół stresu pourazowego, jest zaburzeniem, które może rozwinąć się po doświadczeniu wydarzenia skrajnie obciążającego psychicznie. Może to być przemoc, gwałt, wypadek, wojna, katastrofa, ciężka choroba, śmierć bliskiej osoby, dzieciństwo pełne lęku, zaniedbania, upokorzeń albo długotrwałe życie w poczuciu zagrożenia. Trauma nie zawsze kończy się w dniu, w którym doszło do zdarzenia. Czasem zostaje w człowieku na lata i wraca w postaci napięcia, koszmarów, natrętnych wspomnień, drażliwości, unikania ludzi, poczucia winy, lęku, wybuchów złości albo wewnętrznego odrętwienia.
W przebiegu uzależnienia PTSD ma szczególne znaczenie, ponieważ alkohol, narkotyki, leki uspokajające, hazard lub inne zachowania nałogowe bardzo często stają się próbą ucieczki od tego, czego człowiek nie potrafi udźwignąć psychicznie. Osoba po traumie może nie pić lub nie brać wyłącznie dla przyjemności. Może robić to po to, aby zasnąć, przestać czuć, uciszyć wspomnienia, zmniejszyć napięcie, odciąć się od ciała, odsunąć lęk albo choć na chwilę poczuć ulgę.
To właśnie dlatego PTSD i uzależnienie potrafią tworzyć bardzo silne, niszczące połączenie. Z jednej strony trauma zwiększa ryzyko sięgania po substancje. Z drugiej strony substancje pogarszają stan psychiczny, osłabiają kontrolę, niszczą sen, pogłębiają depresję, zwiększają impulsywność i często narażają człowieka na kolejne przemocowe lub ryzykowne sytuacje. National Institute on Drug Abuse wskazuje, że zaburzenia używania substancji często współwystępują z innymi zaburzeniami psychicznymi, w tym z PTSD, a wspólne czynniki ryzyka obejmują między innymi traumę i stres.
PTSD nie jest zwykłym „zdenerwowaniem po trudnym przeżyciu”. W PTSD układ nerwowy działa tak, jakby zagrożenie nadal trwało, nawet jeżeli obiektywnie człowiek znajduje się już w bezpiecznym miejscu. Mózg i ciało pozostają w stanie alarmu. Pojawia się nadmierna czujność, problemy ze snem, łatwe płoszenie się, drażliwość, napięcie mięśni, wybuchy złości, unikanie miejsc i osób kojarzących się z traumą, a także powracające obrazy lub wspomnienia. NIMH opisuje PTSD jako stan, w którym mogą występować uporczywe, przerażające myśli i wspomnienia, zaburzenia snu, poczucie odłączenia lub odrętwienia oraz silne reakcje lękowe.
W uzależnieniu bardzo często działa mechanizm samoleczenia. Człowiek nie mówi sobie: „chcę się zniszczyć”. Częściej myśli: „muszę jakoś przetrwać ten wieczór”, „muszę wyłączyć głowę”, „nie dam rady z tym napięciem”, „muszę zasnąć”, „muszę przestać czuć”. Alkohol, narkotyk albo lek zaczyna pełnić funkcję sztucznego regulatora emocji. Przez chwilę obniża napięcie, ale nie leczy źródła cierpienia. Po ustąpieniu działania substancji objawy często wracają ze zdwojoną siłą.
Tak powstaje błędne koło: trauma wywołuje napięcie, napięcie prowadzi do sięgnięcia po substancję, substancja daje chwilową ulgę, a później powoduje konsekwencje: wstyd, poczucie winy, konflikt, straty finansowe, przemoc, utratę kontroli, problemy zdrowotne i jeszcze większy chaos. Ten chaos ponownie nasila objawy PTSD, a człowiek znowu szuka ucieczki. Przeglądy badań wskazują, że hipoteza samoleczenia jest jednym z ważnych modeli wyjaśniających współwystępowanie PTSD i uzależnienia, choć nie jest jedynym możliwym mechanizmem.
U wielu osób z PTSD substancje są używane do tłumienia konkretnych objawów. Alkohol może być używany „na sen”, leki uspokajające „na lęk”, marihuana „na wyciszenie”, opioidy „na ból psychiczny i fizyczny”, stymulanty „na brak energii”, a hazard lub kompulsywne zachowania „na oderwanie od siebie”. Problem polega na tym, że z czasem człowiek traci naturalną zdolność przeżywania emocji i radzenia sobie z nimi. Wszystko zaczyna prowadzić do jednego rozwiązania: wypić, wziąć, zagrać, uciec, odciąć się.
PTSD może również utrudniać terapię uzależnienia. Osoba uzależniona może naprawdę chcieć trzeźwieć, ale jednocześnie bać się ciszy, snu, wspomnień i konfrontacji z przeszłością. Po odstawieniu substancji często wracają objawy, które wcześniej były zagłuszane. Człowiek zaczyna czuć więcej, spać gorzej, mocniej reagować na stres, szybciej się złościć, łatwiej wpadać w panikę. Wtedy może pojawić się myśl: „na trzeźwo jest jeszcze gorzej”. To nie znaczy, że trzeźwienie nie działa. To znaczy, że samo odstawienie substancji może odsłonić głębszy problem, który wymaga leczenia.
Bardzo ważnym objawem jest unikanie. Osoba po traumie może unikać rozmów, miejsc, ludzi, zapachów, dźwięków, instytucji, lekarzy, terapeutów, relacji, bliskości albo własnych wspomnień. Uzależnienie idealnie wpisuje się w ten mechanizm, bo samo w sobie jest formą unikania bólu. Człowiek nie musi mówić o tym, co przeżył. Nie musi płakać. Nie musi pamiętać. Nie musi przyznać, że został skrzywdzony. Wystarczy, że się odurzy. Niestety cena za takie unikanie rośnie z każdym miesiącem i z każdym nawrotem.
PTSD może też nasilać agresję, drażliwość i impulsywność. Człowiek żyjący w stanie ciągłego alarmu szybciej odbiera zwykłe sytuacje jako zagrożenie. Może reagować krzykiem, ucieczką, atakiem, zamknięciem się w sobie albo gwałtownym sięgnięciem po substancję. Dla otoczenia wygląda to czasem jak „trudny charakter”, „awanturnictwo” albo „brak odpowiedzialności”. W rzeczywistości może to być połączenie nieleczonej traumy, uzależnienia i zaburzonej regulacji emocji.
Nie oznacza to jednak, że PTSD usprawiedliwia krzywdzenie innych. Trauma wyjaśnia część mechanizmów, ale nie zwalnia z odpowiedzialności. Osoba uzależniona i cierpiąca na PTSD nadal odpowiada za przemoc, manipulację, prowadzenie pojazdu pod wpływem substancji, zaniedbywanie dzieci, niszczenie relacji czy łamanie prawa. Różnica polega na tym, że skuteczna pomoc nie może ograniczać się do moralizowania. Potrzebna jest jednocześnie odpowiedzialność, leczenie, granice i praca nad traumą.
Szczególnie niebezpieczne jest połączenie PTSD, uzależnienia i depresji. Człowiek może żyć w poczuciu beznadziejności, wstydu, winy i przekonania, że nic już nie da się naprawić. Może izolować się od ludzi, przestawać dbać o zdrowie, ryzykować, niszczyć swoje życie albo mieć myśli samobójcze. National Center for PTSD zwraca uwagę, że osoby z jednoczesnym PTSD i problemem substancji mają większe ryzyko depresji, lęku i samobójstwa. W takiej sytuacji potrzebna jest pilna pomoc specjalistyczna, a przy zagrożeniu życia — natychmiastowa interwencja medyczna.
W leczeniu najważniejsze jest to, aby nie rozdzielać sztucznie problemu uzależnienia od problemu traumy. Przez lata czasem zakładano, że najpierw trzeba „uporządkować uzależnienie”, a dopiero później można mówić o traumie. Dziś coraz częściej podkreśla się potrzebę leczenia równoległego lub zintegrowanego, czyli takiego, które uwzględnia oba problemy. National Center for PTSD wskazuje, że leczenie PTSD i używania substancji w tym samym czasie może pomagać w obu obszarach, a taka forma pracy może odbywać się jako dwie równoległe terapie albo jedna zintegrowana terapia prowadzona przez tego samego specjalistę.
Zintegrowane leczenie nie oznacza, że od pierwszego spotkania człowiek musi szczegółowo opowiadać o traumie. Dobra terapia zaczyna się od stabilizacji: rozpoznania objawów, zrozumienia mechanizmów, nauki regulowania napięcia, budowania bezpieczeństwa, ograniczania substancji, pracy nad nawrotami i odzyskiwania kontroli nad codziennością. Dopiero później można stopniowo pracować z traumą, aby wspomnienia przestały rządzić życiem człowieka.
Ważne miejsce zajmuje psychoedukacja. Osoba uzależniona powinna zrozumieć, że głód substancji może być wywoływany nie tylko przez widok alkoholu, narkotyku czy dawnego środowiska, ale także przez bodźce traumatyczne: określony zapach, krzyk, dotyk, zamknięte pomieszczenie, rocznicę wydarzenia, konflikt, poczucie odrzucenia albo bezsilność. Czasem człowiek nie wie, dlaczego nagle chce pić lub brać. Dopiero terapia pokazuje, że organizm zareagował na ukryty wyzwalacz.
W procesie zdrowienia trzeba uczyć się nowych sposobów reagowania. Zamiast sięgać po substancję, człowiek może nauczyć się zatrzymywać, nazywać emocje, rozpoznawać sygnały z ciała, oddychać, wychodzić z sytuacji wyzwalającej, dzwonić do osoby wspierającej, iść na grupę, pisać dziennik głodu, korzystać z technik uziemienia, pracować z terapeutą albo szukać pomocy medycznej. To nie są „słabe zamienniki” nałogu. To realna odbudowa systemu bezpieczeństwa, którego wcześniej zabrakło.
Bliscy osoby uzależnionej z PTSD również potrzebują wiedzy. Często nie rozumieją, dlaczego człowiek po odstawieniu alkoholu lub narkotyków staje się bardziej drażliwy, wybuchowy, smutny albo zamknięty. Mogą myśleć: „przecież już nie pije, więc powinno być dobrze”. Tymczasem trzeźwość może odsłonić ból, który przez lata był zagłuszany. To nie znaczy, że bliscy mają wszystko znosić. Mają prawo stawiać granice. Powinni jednak wiedzieć, że w tle uzależnienia może znajdować się nieprzepracowana trauma.
PTSD w przebiegu uzależnienia wymaga cierpliwości. To nie jest problem, który znika po tygodniu abstynencji. Człowiek może mieć nawroty objawów, trudne noce, napady lęku, poczucie winy, problemy z relacjami i momenty załamania. Dlatego tak ważne są regularność, wsparcie i leczenie dostosowane do realnych potrzeb. NIMH wskazuje, że główne metody leczenia PTSD obejmują psychoterapię, leki lub połączenie tych form, a plan pomocy powinien być dobrany do objawów i sytuacji konkretnej osoby.
Nie wolno też sprowadzać człowieka do etykiety: „alkoholik”, „narkoman”, „traumatyk”, „przypadek beznadziejny”. Za uzależnieniem może stać historia, której nikt nie znał. Za agresją może stać lęk. Za odrętwieniem może stać ból. Za nawrotem może stać wspomnienie, którego człowiek nie umiał zatrzymać. To nie znosi odpowiedzialności, ale pokazuje, że prawdziwe leczenie musi sięgać głębiej niż samo hasło: „przestań pić” albo „weź się w garść”.
Najważniejsze jest zrozumienie, że PTSD i uzależnienie wzajemnie się napędzają, ale można ten mechanizm przerwać. Trzeźwość daje szansę na pracę z traumą, a leczenie traumy zmniejsza potrzebę uciekania w substancje. Człowiek nie musi do końca życia żyć między koszmarem wspomnień a nałogową próbą ich zagłuszenia. Może nauczyć się odzyskiwać spokój, bezpieczeństwo, relacje i wpływ na własne życie.
PTSD w przebiegu uzależnienia to nie wyrok. To sygnał, że potrzebna jest głębsza, bardziej uważna i kompleksowa pomoc. Samo odstawienie substancji jest ważnym krokiem, ale pełne zdrowienie wymaga zmierzenia się z tym, przed czym człowiek przez lata uciekał. Dopiero wtedy trzeźwość przestaje być tylko walką z głodem, a zaczyna stawać się odbudową życia.
